sobota, 26 maja 2012

Randka w kinie


Czy randka w kinie to dobry pomysł ?
            Osobiście, nigdy nie miałem okazji doświadczyć jak taka randka wygląda, po pierwsze - dlatego, że bilety drogie i później nie miałbym na hostel, po drugie – w swoim życiu byłem może na dwóch randkach, w tym na jedną dziewczyna mi nie przyszła, oczywiście obie u mnie na wisi – gdzie naturalnie nie ma kina, zresztą brak tego typu obiektów w ogóle nam nie przeszkadza, pod remizą mamy świetny bar gdzie można napić się piwa i pograć w bilard, a całkiem niedaleko w sąsiedniej wsi odjazdową dyskotekę.
            Wracając do meritum, moim zdaniem można zainwestować w bilety gdy: randka jest w ciemno, nie znamy tej osoby, a widzieliśmy ją jedynie na zdjęciach, ewentualnie nasz przyjaciel miał okazje ją widzieć i stwierdził iż brałby i że warto. Więc jeśli zależy nam na jednym, bo dawno nie bzykaliśmy, a ponieważ jesteśmy porządni i romantyczni, to nie umawiamy się jedynie na seks, wtedy kino wydaje się być dobrym wyborem, to takie miejsce casualowe: w zimie ciepło, latem chłodno, bo klima, również w deszcz jest się gdzie schronić, to naprawdę odpowiednie miejsce, zwłaszcza gdy, okaże się, że nie mamy zwyczajnie o czym gadać, a standardowe i interesujące tematy i pytania o szkole np. „gdzie idziesz do liceum” albo „jak tam matura”  ewentualnie „jaki masz temat pracy magisterskiej” szybko nam się wyczerpią – kino wydaje się być trafionym pomysłem zwłaszcza jeśli boimy się niezręcznej ciszy. Acha jeszcze jedno, pytanie „gdzie studiowałaś” nie istnieje, takiego pytania nie zadajemy, po prostu z dziewczynami w pewnym wieku na randki już się nie umawiamy. 
            Na szczęście filmy w kinach nie są jeszcze przerywane reklamami, dlatego gdzieś w połowie wybieramy odpowiedni moment i nieśmiało zadajemy kluczowe pytanie „ czy po filmie pójdziemy do ciebie?, ostatecznie do mnie na najlepszą whisky z colą i Burbon z lodem” Jeśli się zgodzi, to po seansie idziemy do sklepu - kupujemy najtańszą wódkę i oranżadę. Jeśli nie, to dyskretnie staramy się zasugerować dziewczynie aby jednak zwróciła nam kasę za bilet – w końcu nie jest twoją dziewczyną. Sami widzicie, czasami warto, ale ryzyko zawsze istnieje i trzeba być przygotowanym na wszystko. Poniżej kilka wskazówek jak przygotować się do takiej randki: - jeśli nie jesteśmy pewni, czy randka się uda pamiętajcie aby nie kupować wódki za wcześnie, w ogóle nie robić zbędnych zakupów i broń boże nie kupować biletów na filmy 3D są one dużo droższe, a po filmie i tak nie można zatrzymać okularów! – Bywa, że filmy trwają bardzo długo, a jedzenie w takich miejscach przeważnie jest niezdrowe i drogie, dlatego warto wcześniej przygotować sobie samemu kanapki. Mam też pewien patent, na to jak uciec z randki, gdyby np. nasz przyjaciel chciał nam zrobić żart i umówił nas w ciemno z kimś bardzo nieatrakcyjnym, nie jestem jednak pewien czy sprawdzi się on w kinie. Mianowicie polega na tym, że w telefonie ustawiamy budzik na konkretną godzinę, następnie czekamy i „odbieramy telefon” poczym z ogromnym smutkiem i żalem oznajmiamy, że jak najszybciej musimy wracać, bo coś tam. Możliwość ustawiania w telefonie dowolnej godziny alarmu daje nam szerokie pole do manewrów i gospodarowania swoim czasem, reszta zależy od naszej wyobraźni. Jeżeli nie wybierzemy się na polską komedie, jest szansa, że jakiś film nas wciągnie na tyle, że mimo wszystko będziemy chcieli obejrzeć go do końca, wtedy przestawiamy budzik.
…trochę urwałem, ale spokojnie, już niebawem będziecie mogli przeczytać „Kiedy i dlaczego nie warto chodzić na randki do kina"

czwartek, 24 maja 2012

Nie martw się, że nie masz błyszczyku.


Czy warto pójść do łóżka na pierwszej randce?  
Tak.
                Wyobraźcie sobie, że właśnie spotkaliście miłą, ładną osobę, porozmawialiście na przystanku, dyskotece lub sklepie i zamiast od razu pójść na randkę i wskoczyć razem do lóżka, wymieniliście się telefonami, odnaleźliście siebie na facebooku, gdzie nie tyko okazuje się, że wasz wymarzony z pozoru partner nie zna ani jednego zespołu muzycznego, który „lubicie” sam natomiast ma „scootera” około dziesięciu pozycji zaczynających się od ”dj” a kończących na „ex”, ma również M. Jacksona i W. Houston, a także A. Winehouse, wszystkie dodał tuż po śmierci wykonawcy. To nic nie znaczy, może być lekko zagubiony ale prawdopodobnie, to dobry człowiek, nie rucha dziwek i pracuje jako przedstawiciel handlowy w nieznanej firmie, z oczu raczej dobrze mu patrzy i przemawia rozsądek, możliwe, że są one odzwierciedleniem duszy, ale nie zawsze inteligencji, bo bywa, że przy okazji  wymiany kilku zdań facet staje się nudny, mało zabawny lub irytujący. Chęci ma dobre ale im bardziej się stara tym częściej mu nie wychodzi, kolejno traci pewność siebie, gubi się i mota, głupi nie jest, ale bystry także – taki jeśli chce zaliczyć laskę potrafi spiąć się na chwilę, skoncentrować by sprawić dobre wrażenie, a on zwykły jakiś, brak mu tego błysku lub znowu ma słabszy dzień. Większość z was już się z nim nie umówi, tym bardziej na seks bo nie ma tego czegoś, akurat to coś może mieć i to bardzo duże ale o tym się nie dowiecie.
                Pewne jest, to że ominął was seks – jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w waszym krótkim życiu, która nawet w dzisiejszych czasach jest równa dla wszystkich i nie trzeba za nią płacić. Na co chcecie czekać ? Później będziecie starzy i nie będzie wam się chciało, albo nie będziecie mogli, lub będziecie brzydcy i nikt was nie zechce.
Z seksu na pierwszej rance może was dyskwalifikować jedynie:
- obfity okres - o ile stosunek miałby odbyć się w samochodzie, a tapicerka nie jest skórzana
- nieogolona pupa – jeśli wyczułaś, że facet ma ochotę wylizać cię całą, a niestety rosną ci tam jakieś włosy i nie masz się czym ogolić.
Jeżeli oba punkty was nie dotyczą możesz śmiało rozkładać nogi, jeśli do tego chcesz pochwalić się głębokim gardłem, to świetny pomysł, nawet gdy nie masz dużej wprawy, prawdopodobnie rozmażesz się i będziesz wyglądać jak miś panda, lecz nie wahaj się ani chwili, nie rezygnuj i zapamiętaj – nam to w ogóle nie przeszkadza, więc nie martw się, że nie zabrałaś torebki, a z nią błyszczyku, tuszu, szminku, pudru i maskaru. Rano zawsze możesz wyjść zanim się obudzimy.

piątek, 4 maja 2012

Wszystkie mnie kręcą.


...ale spotkałem dziś piękną dziewczynę, a raczej zobaczyłem, bo ona nawet na mnie nie spojrzała, gapiłem się jakbym grał w darta po kilku drinkach, Anioł, mówię wam, dokładnie to mix anioła z taką zimną suką, według mnie świetne połączenie, w mig się zauroczyłem – taka ładna, ewentualnie zadziałała metoda kontrastu, więc sam już nie wiem, będąc jak najmniej subiektywny stawiam na to drugie, bo była z takim brzydkim chłopem, pomyślałem, że to jej dużo starszy brat albo trochę młodszy ojciec, ale nie…, bo ją pocałował, więc może zbok jakiś?- pomyślałem i już miałem ruszać… ale ona jego też pocałowała i cały plan na marne, a tak pięknie wyobrażałem sobie jak ją ratuję, a później z Zimnym Aniołem idziemy na randkę, kolację, albo kolacjo-śniadanie.
     Wracając do meritum, uszy miał brzydkie strasznie, od razu rzuciły mi się w oczy, swoją drogą, oczy też miał jakieś dziwne (nie gapiłem się na niego, po prostu ona stała tak blisko, że wszystko widziałem, przytulali się – fuu), w ogóle był łysy, jakoś tak w ¾ ale nie jak większość od czoła w tył, on to miał jakoś w bok na ukos. Pomyślałem, że chciałbym być kiedyś w połowie tak bogaty. Pewnie oprócz swojej dziewczyny mógłby sponsorować polską kadrę, niekoniecznie siatkarek. Powiecie, że to stereotyp lub zazdrość, że może gość jest bardzo bystry, mądry, albo ona niewidoma – (to by tłumaczyło dlaczego na mnie nie spojrzała),a przy okazji dobrze o was świadczyło. Jednak obie te możliwości odrzucam, w takim razie musiałby być zajebiście dowcipny i to tak z trzy razy bardziej niż Piotr Bałtroczyk, a to również niemożliwe, więc facet ma kasy jak lodu i nie można mu nic zarzucić, bo fakt, faktem, żeby być zarobionym coś tam w głowie trzeba mieć,  nie zawsze ale przeważnie.
     Cóż, dziewczę leci na kasę, na pewno nie na wygląd, to już ustaliliśmy, ale czy można mieć jej to za złe? Jedynie moja znajoma gdy jej o tym powiedziałem od razu rzuciła: że pusta laska, moja mina o_O dosłownie, bo pisałem jej  na fejsie, więc o_O… rozumiecie, odpowiedziałem, że nie znam tej dziewczyny, więc może nie jest pusta i żeby tak nie mówiła, bo to bez sensu i tylko o niej źle świadczyć może, w dodatku nie wiem, co to znaczy, że pusta - że cały wchodzi ? w takim razie ona też pusta, to akurat można łatwo sprawdzić empirycznie, ale wiadomo… nie o to chodziło, ja tam jeszcze coś do niej, a ona, że sorki ale musze już iść. Nosz kurwa, nic jej już nie powiem i jeszcze ją z fejsa usunę, (niech mi tylko kasę odda) i każdego z was wywalę jak mi będziecie gadać bez zastanowienia. Nie wolno obgadywać ludzi, zwłaszcza jak się ich nie zna, za wyjątkiem tego bloga oczywiście - tutaj można, tutaj wszystko można.
     W dodatku wcale nie jestem mądry, bo ostatecznie sam nie mam zdania na ten temat, ja dziś chciałem jedynie powiedzieć jakie dziewczyny mnie kręcą. Dziękuję.

sobota, 11 lutego 2012

Rozmiar nie ma znaczenia.

Nie mają nawet dobre gumy.

   Była zima, za oknem prószył śnieg, nic niezwykłego o tej porze roku, mimo wszystko drogowcy byli zaskoczeni, ewentualnie było im żal sypać gównianym piaskiem po tym pięknym białym puchu - mnie by było. Śnieg padał całą noc więc wczesnym rankiem było go naprawdę dużo, co bardzo mi się spodobało, nie jeżdżę na nartach, a te piękne warunki trzeba jakoś wykorzystać więc wsiadłem do mojej dużej małej zabawki, wtedy włącza mi się Colin/ Szwecja, to czas kiedy mój samochód wreszcie jest szybszy od innych, właściwie - to jest on wtedy najszybszy. Jadę na zajęcia, tradycyjnie jestem spóźniony więc właściwości te przydają mi się. Jedyna droga prowadzi przez kilka małych wsi ale za to jedną dużą górę, na środku, której to w poprzek stanął autobus, a za nim 100 samochodów i sto pierwszy ja. Spóźniony już dobre 20 minut stoję. Stoję bo skąd chłop w autobusie mógł wiedzieć, że nie wyjedzie na zajebiście wielką, stromą, białą górę autobusem bez łańcuchów, nawet ja bym tam nie wyjechał (wyjechałbym). Po kolejnych 20 minutach gdy już odparowała mi tylna szyba w lusterku zobaczyłem moją naprawdę ładną znajomą z grupy wykładowej, ach jak cudownie byłoby  utknąć z nią sam na sam w jakiejś zaspie – pomyślałem. Poprawiłem włosy i nie gasząc silnika wyszedłem się przywitać, po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że na uczelnie jest jeszcze inna droga – prowadzi przez wioski zabite dechami, jest trudna i prawdopodobnie zasypana. Nie wiem czy tylko mnie to ucieszyło ale postanowiliśmy spróbować tej możliwości. Kasia prowadziła, razem z nią jechało jeszcze dwóch moich kolegów i jakieś dwie dziewczyny, za mną zawinął jeszcze jeden znajomy i w ten oto sposób ruszyliśmy nową trasą na uczelnie. Dwie minuty po tym jak ruszyliśmy, autobus jakoś wykaraskał się i zjechał na pobocze, wszyscy mogli jechać dalej o czym oczywiście nie wiedzieliśmy, zresztą ja nawet nie chciałem wiedzieć, spodobała mi się opcja nieco dłuższej wyprawy. Pełnej relacji nie będę opisywał ale gdzieś w połowie drogi zatrzymaliśmy się przed wielką górą - dwoma kołami na lodzie i dwoma na śniegu, generalnie poruszaliśmy się w każdym kierunku oprócz zamierzonego. Próbował Tomek, próbowała Kasia, ja nie próbowałem, stałem sobie grzecznie i tłumaczyłem koledze dlaczego moje opony wyglądają jak letnie, nie jestem pewien ale pewnie dlatego, że kosztowały 60 zł …za cztery sztuki. Znajomi powoli zaczęli się wycofywać, podjechała Kasia, opuściła szybę i powiedziała - My wracamy, zobacz nie wyjedziemy, nie da się, wracaj z nami. Myślę sobie, że innego wyjścia nie ma ale w tym samym czasie z za jej siedzenia, aż przez przednią szybę wychyla się niczym żyrafa albo koń jakiś, jej niekoniecznie równie urocza koleżanka i mówi - ej no wracamy, nie wyjdziesz, zobacz my nie wyjechałyśmy, nawet Tomek swoim dużym nie wyjechał, to ty na pewno swoim nie wyjedziesz. Znajomy, który siedział obok niej słyszał to i chyba wiedział co będzie dalej, przesiadł się do mnie i powiedział - Wyjedziesz, nie?  Ja na to - No pewnie. I wyjechaliśmy.

sobota, 19 listopada 2011

WTF

Spodziewałem się, że Ala wyciągnie penisa ale to tylko nieudana reklama społeczna.
Jak tylko dojdę do siebie rozwikłam ten przekaz, a wnioskami podzielę się na blogu.

wtorek, 15 listopada 2011

Nie ta, to inna...

- Cześć, co tam, gdzie twoja dziewczyna?
- No wiesz, nie jesteśmy już razem.
- Żartujesz? a wyglądaliście na takich zakochanych, ale nie martw się, jak nie ta to inna.
- No… pewnie tak.


                Mniej więcej tak to wygląda i rzeczywiście, wychodzę z domu i mijam same bratnie dusze, wchodzę do sklepu, o ! bratnia dusza, biorę mleko z półki, a za nim bratnia dusza, za ladą bratnia dusza - eh. Nie jestem wybredny, bo nie powinienem i niewiele mi trzeba ,a jeśli chodzi o wygląd to wystarczy mi coś pomiędzy Adrianą Limą i Jessicą Albą, natomiast jeśli wybranka okaże się naprawdę wyjątkowa, to może wyglądać nawet jak ta najbrzydsza z Pussycat dolls. Dziwną minę robię, gdy mówią mi, że on czy ona powinna mieć to coś, że niby co?! Zgrabną dupę i fajne cycki? Nie, nie, ambitnie, że nie o wygląd chodzi? Ale dalej słyszysz, że tamta ma to coś albo, że on nie miał tego czegoś i nie masz pojęcia o czym mowa, co wtedy robisz? (wariant pierwszy): tradycyjnie nic - masz to w dupie, bo sam nie wiesz, co powiedzieć, ewentualnie jeśli zastanowisz się chwilę (wariant drugi) i zapytasz czym jest to „coś” odpowiedź najczęściej brzmi, że – yyy…, no wiesz, tego nie da się opisać słowami. Następnie żeby nie usłyszeć, że np. kocha się za nic, przechodzisz prędko do wariantu pierwszego i zmieniasz temat, ewentualnie idziesz sobie bo szkoda czasu. Możesz, też spróbować nakłonić swojego rozmówcę do myślenia, o ile uważasz, że jest taka szansa, powiedz mu, że to coś – to zajebiście konkretne cechy, które da się wymienić i opisać, nie tylko dobra czy miła, i że nie kocha się za nic, chyba, że swoje dzieci ale to już nie ta miłość, zresztą innej chyba nie ma.

czwartek, 10 listopada 2011

Można z kulturą?! - można !




     Sporo kierowców i kierowniczek trąbiło dziś na mnie – tak po prostu, nie pamiętam, aby wcześniej na tak krótkim odcinku dostało mi się tyle razy za nic, mówię poważnie, w odwrotnym przypadku zawsze przyznaję się do błędu i grzecznie przepraszam. Tym razem spotkałem się z krzyczącymi przez szybę automobilistami,  w skrócie – mobilkami. Dostrzegłem kilka zależności, panowie krzyczą bardzo głośno i do póki nie muszą zatrzymać się w korku obok mnie są bardzo groźni, wiem bo wtedy ich twarze robią się czerwone i przybierają różne dziwne kształty, ja naturalnie nic nie słyszę, bynajmniej nie przez głośną muzykę, po prostu jest to niemożliwe. Krzyczą również panie, przy czym stwierdziłem, że ich przekaz jest znacznie lepiej dostosowany do panujących warunków, a to za sprawą zastosowania tzw. języka niewerbalnego, znam się na tym więc chętnie podejmuję wątek, staram się odkodować prezentowane gesty i nawiązać kontakt. Zapamiętałem już kilka takich znaków, teraz bez dłuższego zastanawiania się mogę w analogiczny sposób szybko odpowiedzieć i porozumieć się z nadawcą komunikatu pomimo iż go nie słyszę. Dziś na przykład młoda dama wskazującym palcem akcentuje na swoją głowę - przyznając, że to jej wina, na co ja w odpowiedzi: uśmiecham się serdecznie i środkowym palcem informuję – tak, to pani wina, ale na szczęście widziałem wszystko w lusterku, na koniec ona jeszcze raz pozdrawia mnie klaksonem, a ja udając, że myję zęby daję do zrozumienia, że jest atrakcyjna i chętnie bym z nią coś więcej ale niestety śpieszę i jedyne co mogę ,to życzyć szerokiej drogi. Zimą natomiast chucham na szybę i o ile mam czas, maluję palcem swój numer telefonu, to nawet wydaje mi się całkiem romantyczne, jednak żadna nigdy nie zadzwoniła, przypuszczam że dlatego gdyż one te cyfry notują od przodu, czyli od tyłu, czyli źle, w każdym razie jakoś niefachowo i opacznie, więc pewnie dlatego…

wtorek, 8 listopada 2011

Pozornie zła i pozornie dobra wiadomość.

Wiadomość o tragicznej śmierci Hanki Mostowiak niewątpliwie zmusza nas do refleksji: nad śmiercią, życiem i jego sensem, wtedy dopiero przypominamy sobie, że życie mamy tylko jedno. Wyprzedzając na podwójnej ciągłej, podobnie jak siedząc cały dzień przed komputerem możemy łatwo je zmarnować, zresztą robić to możemy na setki różnych sposobów w zależności od naszych: ambicji, potrzeb, możliwości, przekonań itp. Szybka i niebezpieczna jazda samochodem dostarcza nam adrenaliny - przez chwilę czujesz, że żyjesz, później - że mogłeś zginąć i czujesz to jeszcze bardziej. To podobnie jakbyś czekał na badania, od wyniku których zależy twoje życie, albo które cudem udało ci się ocalić. - przyrzekasz sobie wtedy, że teraz wszystko się zmieni, że będziesz lepszy i takie tam pierdoły. Wiecie ile to trwa ? Jeden dzień, a teraz zamknij oczy, pomyśl i wyobraź sobie kiedy czujesz, że żyjesz? Nie wiesz? – to niedobrze, podpowiem ci, może: skacząc z samolotu lub gdy rodzi ci się dziecko, wiem! – może masz ochotę na trójkąt z seksownymi bliźniaczkami w Tajlandii! Co wybierzesz, gdy okaże się, że to twój ostatni dzień, wszystko? Ja też!, ale mam złą wiadomość, bo jeśli jutra nie ma, to możesz nie zdążyć bzyknąć nawet zwykłej dziwki. Mam też drugą, pozornie dobrą wiadomość, bo chociaż jutro jest i będzie, a po nim kolejny tydzień, miesiąc i rok, ty do końca życia nie odważysz się na wiele rzeczy i nie mówię tu o seks-turystyce.

niedziela, 6 listopada 2011

Mieczysław Fogg - ostatnia niedziela

            Znajoma powiedziała mi, że faceci, to chcą ją tylko przelecieć. Niepierwszy raz to słyszałem, więc zastanawiam się, ile to jest „tylko” i czy dla niektórych, nie jest to przepadkiem „aż”. Ta akurat jest ładna, a jej intelekt nawet pozwolił mi wymienić kilka zdań, przy okazji szybko ją nawracając. Naturalnie zaproponowałem, że ją „przelecę”, zresztą bardzo bym chciał, ponieważ naprawdę mnie pociąga, więc mam nadzieję, że znajdzie dla mnie chwilkę? Nie! nie chcę chwilkę, chcę całą noc i połowę następnego dnia. Wiem, pisałem, że w łóżku wystarczy mi tylko ładna ale naturalnie nie ma nic lepszego od seksu z osobą, z którą można również miło spędzić wolny czas.
         
Wracając do meritum, naprawdę spotkałyście faceta, który chce was „tylko” przelecieć? i co? Był przystojny, miły i fajny ale chciał was tylko bzyknąć? Czy którakolwiek zastanawia się nad tym, o czym mówi i wie dlaczego facet powinien jeszcze czegoś chcieć i co to takiego? Bo ja nie mam pojęcia, mój ubogi intelekt oprócz wielu innych rzeczy nie zawiera i tego, dlatego jeżeli ktoś chciałby mi wytłumaczyć, to śmiało, będę wdzięczny.
         
Nie wiem, może oglądacie za dużo pornosów? w takim razie, to nie są filmy dla was dziewczyny, bo uważam, że normalny facet – mam na myśli tego bez nadmiaru samoopalacza na ryju, bez syntholu pod skórą, o dresie nie wspomnę, będzie chciał, żeby było miło i przyjemnie. Zwracając uwagę na kilka rzeczy, począwszy od wyglądu, możecie łatwo odsiać sporą grupę „nienormalnych” facetów, a gdy taki podejdzie i powie cześć, a jego twarz nie „przypomni” nam, że musimy już gdzieś iść, to warto zapytać, co słychać i jeśli nie odpowie „spoko kotku” to możecie być na dobrej drodze. Później – to dla zaawansowanych, warto zapytać, a co robisz na co dzień? lub przejść do wersji hard i dowiedzieć się jakie książki ostatnio przeczytał. Ja niestety nie czytam więc wykułem na pamięć kilka zajebiście ambitnych tytułów z nadzieją, że nie pokryją się z biblioteką pytającego, w razie czego zmieniam kategorię na – motoryzacja.  Jak widzicie, nie ma łatwo, nie dajcie się więc oszukać, zresztą, to nie jest instrukcja pt.: jak rozpoznać partnera do łóżka w kwadrans. Zdziwicie się ale nie jestem zwolennikiem seksu z nieznajomą, ja po prostu mam mało znajomych, a lubię mieć coś natychmiast. Kontynuując do tych, które dalej uważają, że chcemy „tylko”: nie zmarnować nocy na sen – domyślam się, że - szukacie męża? ,a co jeśli to:  „ ta ostatnia niedzieeelaaa…”

sobota, 5 listopada 2011

Wszystko, co usłyszeliście o miłości, to prawda lecz… to tylko zielony Zombie.

            Zobaczcie, co znalazłem na kwejku, na początku tylko „się zerzygałem”, ale później jak zobaczyłem ile osób udostępniło, to na fejsie - zwymiotowałem raz jeszcze i postanowiłem to skomentować – bynajmniej nie to, co wcześniej zjadłem, zresztą sprawdźcie sami., acha i jeszcze jedno, ponieważ mimo wszystko przyjemniej ogląda się „2 girls 1 cup.” ten, kto potrafi czytać ze zrozumieniem, a jest po posiłku, niech zastanowi się dwa razy. PS. Wiecie może, czy są nowe odcinki?


            Od początku coś mi nie pasowało, już  graficznie, to coś przypomina nekrolog – to taki rodzaj wpisu, tylko zamiast na facebooku przykleja się go na słupie albo na drzwiach, no i nie da się kliknąć „lubię to”. Jest na nim napisane, że nie żyjesz oraz kiedy cię oficjalnie zakopią, a także, o której godzinie, to akurat dobre, bo jest szansa, że co bystrzejszy sąsiad nie puści ci o tej porze na fula disco polo. Powodów śmierci nie piszą, a szkoda, było by ciekawiej, może nawet ktoś by to czytał, można by stworzyć ranking: kto umarł gorzej, kto miał pecha, komu się należało, itd.
            Wracając do tematu, dla dobra dalszych rozważań przypomnę, że na dzień dzisiejszy miłości nie ma, a także, pominę psychoanalizę twórcy tej „mądrości” ponieważ jak widać osoba ta, jest wystarczająco dotkliwie krzywdzona przez życie i pisanie na jej temat czegokolwiek było by czystym okrucieństwem. Pierwsze trzy linijki owszem mają sens, opisują czym dla autora jest miłość, krótko i prawie na temat. Tyle wystarczyłoby aby pobudzić wyobraźnie i zmusić czytelnika do refleksji, ten z kolei zastanowiłby się czym dla niego jest miłość i stworzył własną definicję tego zjawiska. Niestety na tym się nie kończy, nie wierzymy własnym oczom i czytamy: Choćby nie wiem co zrobił, gdzie i z kim był, zawsze wracasz, nieważne jakby Cię zranił - tutaj powinniśmy zakończyć czytanie i zająć się tym co zwykle czyli segregowaniem zdjęć seksownych Azjatek lub gotowaniem. Mnie w tym czasie zawiesił się komputer, a ponieważ byłem po obiedzie czytałem dalej i zastanawiałem się jak bardzo trzeba być porąbanym, żeby to napisać, a co gorsza zgodzić się z tym – mowa tu o jedenastu tysiącach użytkowników, którzy udostępnili to na facebooku, ilu dodatkowo „lubi to” ? – nie wiem i chyba nie chce wiedzieć. Dalej widzimy ...nie możesz się poddać bo Ta osoba jest wszystkim co masz na tym świecie tutaj dopuszczam dwie możliwości, pierwsza: mniej prawdopodobna - rzecz dzieje się na bezludnej wyspie i oprócz  szympansa, którego nie da się złapać, nie mamy zupełni nikogo do ruchania, wtedy wybaczmy kochanej osobie wszystko i walczymy o nią bezwarunkowo ? np. z tymi małpami? Przypadek drugi, to gdy jesteśmy cholernie brzydcy, ale to tak brzydcy, że w znajomych na fejsie nie mamy nikogo, ba – nie mamy nawet fejsa, bo administrator usuwa nasze konto za każdym razem gdy chcemy dodać swoje zdjęcie, tymczasem osoba, którą kochamy dowiaduje się, że amerykańscy naukowcy są bliscy odkrycia leku, który da jej szansę na przywrócenie wzroku, oprócz tego modlimy się aby do tego nie doszło i oczywiście kochamy ją.
            Chociaż jestem w okresie, który pozornie mógłby mi pozwolić znaleźć szczyptę sensu w tej „definicji miłości”,  dla dobra nauki, mógłbym nawet poświęcić swój czas i po raz kolejny spróbować zastanowić się, odszukać drugie dno, drugą stronę medalu, ukryte znaczenie, etc. Nic z tego!, uwierzcie mi, nie pomogło nawet, to że dziś na treningu dostałem zdrowo po łbie, naprawdę nie wiem kim są ci ludzie, gdzie żyją o ile można to nazwać życiem i co mają w głowach.  A gdy upadasz, podnosisz się tylko i włącznie dla niej, wiara w jakikolwiek sens tych bzdur już dawno przepadła, więc tutaj mimowolnie  wyobraziłem sobie jedynie zielonego Zombie - swoją drogą mógłby on być trafną metaforą „prawdziwej” definicji miłości.

wtorek, 1 listopada 2011

Śniadania nie lubię jeść sam.

     Od pewnego czasu zastanawiam się, czy każdy może mieć coś w sobie pozytywnego, co mogło by być w pewnym sensie wyjątkowe i mądre na swój sposób. Mam na myśli, to czy jego twarz niezmącona myślą i jej pustka w oczach mimo wszystko mogą zatrzymać  nas „mądrych” przy sobie na dłużej i czy będzie, to jedynie noc w hotelowym łóżku, czy może jeszcze wspólne śniadanie w Mc.Donald’s?
     Zapewne nieraz słyszeliście od swoich pięknych i mądrych znajomych błyskotliwe określenia: „zobacz jaka tępa laska” albo „jaka dziwka” (współczuję znajomych, zresztą sobie często takowych również) paradoksalnie, ta nazwana „tępą” wygląda przeważnie na ostrą - sukę, a ta zwana dziwką może i na dziwkę ale nawet gdyby nią była - nigdy by na was nawet nie spojrzała. Osobiście do dziś nie wiem, co znaczy: pusta, tępa, ani też łatwa.
     Jeśli chodzi o łóżko, to wystarczy mi, że będzie ładna – to w skrócie, (moje zdanie o tym, co i dlaczego jest ładne poznacie innym razem) wtedy o dziwo nie będzie mi przeszkadzało gdy powie, że mogę ją teraz „wziąść” od tyłu - bo lubię tak „braść”,  przymknę oko, …rzecz jasna nie na jej piękną buzie i aksamitnie gładką pupę – raczej na tym się skupię. Mimo wszystko rano swój pierwszy posiłek będzie musiała zjeść beze mnie. Ale zaraz, zaraz, wracając do meritum, co jeśli obudzi się pierwsza i wspólne śniadanie przygotuje sama, a przy tym uśmiechnie się uroczo lub przypadkiem rozbawi do łez? (…)

środa, 26 października 2011

Znowu muszę jechać do swojej dziewczyny.

     Wiecie dlaczego tak się dzieje? Bo nie ma miłości, nie ma jej w tych przypadkach, w których dziewczyna - cnotka mówi, że nie całuje się na pierwszej randce, a facet jeszcze większa cipka przytakuje jej zamiast spieradalać np. potańczyć. Prostackie „bzykasz się, czy trzeba z tobą chodzić” niestety przestaje być takie głupie. On zaczyna z nią „chodzić” czasami też wozić się i gdy już tak chodzą, okazuje się, że to  już trzecia randka, na której według jej brzydkich koleżanek i oczywiście niej samej można się całować. Na piątej on mówi jej,  że ją kocha, bo przecież na szóstej chciałby poruchać ale nie wie, że ona ruchać się może dopiero od jedenastej (nie licząc pierwszego spotkania). On nie daje się tak łatwo, ma przecież temperament i nalega, okazuje się, że już na dziewiątej zrobili to. Teraz cnotka zastanawia się czy on pomyśli, że jest łatwa, czy może teraz ją zostawi, mnóstwo rozterek jednym słowem, sama bardzo się szanuje i na wszelki wypadek mówi mu, że go kocha. Teraz muszą chodzić ze sobą…, jemu już nie chce się szukać innej i czekać na jedenastą randkę (nie licząc pierwszego spotkania), a jej nie wypada „zmieniać facetów jak rękawiczki” - musi się szanować.
      Jakiś czas temu w klubie poznałem pewną dziewczynę, ewidentnie zaiskrzyło, nie da się ukryć, dwie godziny później przez całą drogę do hotelu mówiła, że raczej nigdy tak nie robi, że z nieznajomym i w ogóle, …przymknałem oko bo była piękna, uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w czoło, chciała coś jeszcze powiedzieć ale taksówkarz właśnie oznajmił, że przybyliśmy na miejsce. Nie mam gadki ale w lodówce miałem jeszcze wiśniówkę, pomyślałem, że jakoś to będzie, kolejne dwie godziny minęły zaskakująco szybko, śmialiśmy się, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, czułem się inaczej niż zwykle, Agnieszka była wyjątkowa, pamiętam jednak trochę mi się śpieszyło, chciałem przejść do rzeczy w końcu rano musiałem wstać, tymczasem ona powiedziała, że „nie jest taka” odrzekłem: Kochanie…? – od pięciu minut trzymam palec w twojej pupie, nastała krótka cisza… chwilę później słodko uśmiechnęła się do mnie i pocałowała namiętnie, ja drugą ręką przytuliłem ją jeszcze mocniej… o 6:00 rano miałem być na nogach, tymczasem o 7:00 zasnęliśmy w objęciach.
       A teraz ręka do góry, kto chce usłyszeć, że dziś z Agnieszką jesteśmy razem w szczęśliwym związku już drugi rok? Nic z tych rzeczy moi mili, szczerze mam nadzieje, że nikt z was tak nie pomyślał.  Rano każde poszło w swoją stronę i już nigdy się nie zobaczyliśmy, no i nie musimy ze sobą chodzić…
       A co z miłością?! - a nie wiem...

Kochaj albo spierdalaj.

     Żartowałem z tym sumieniem,  wszyscy doskonale wiemy, że takie rzeczy każdy z nas ma w dupie, a większość  nazwie go frajerem ale z tym bym uważał, doświadczenie podpowiada mi, że nie niejeden nieświadomie właśnie nazywa tak siebie, spokojnie mogę o tym pisać i tak tej myśli nie dopuścicie do siebie, to akurat dobrze, z dodatkowego stresu i problemów nic pozytywnego nie będzie. Poza tym ona się zmieniła, wiecie, że teraz będzie kochać go dwa razy mocniej? (uśmiech) Oczywiście do czasu, nic nie trwa wiecznie, później on bzyknie na boku swoją koleżankę, historia się powtórzy i wszyscy będą szczęśliwi, chyba, że… postanowi: nękany głosem swojego sumienia (bleh) powiedzieć jej, że pijany kiedyś zrobił coś z kimś. Ten pieprzony hipokryta niestety nie poradzi sobie bez jej wybaczenia, kobiet też się to tyczy (kto wie czy nie częściej), pieprzone hipokrytki. Więc jeżeli Chuju lub Cipo nie masz wyobraźni i wcześniej deklarowałeś  komuś swoją miłość, a bzyknąłeś kogoś innego to siedź cicho, kochaj dwa razy mocniej albo spierdalaj.

wtorek, 25 października 2011

Nie wystarcza krwi.

      Dziś rzuciła mnie kochanka, powiedziała, że musi się zmienić i nie będzie już zdradzać swojego chłopaka. Na nic moje tłumaczenia:, że to nie zdrada, że tylko seks, poza tym taka kobieta jak ona mogłaby spokojnie mieć dwóch, a ja chętnie wezmę nocki ale nieee…teraz muszę czekać, aż ten Pajac znowu Ją wkurwi. Właściwie nie wiem, czy to Pajac – nie znam go, a przecież nie w mojej pięknej naturze oceniać kogoś kogo nie znam. Co  jeśli to jakiś spoko gość? (znacie anegdotę o Ryśku?) no właśnie… może dobrze się ubiera, ma poczucie humoru, dobre serce, ratuje chore zwierzęta i do tego oddaje jej połowę pensji. Co  w takim wypadku??? Przecież sumienia nie da się oszukać. Dziś mógłbym wam pokazać moje wielkie serce, tylko co z tego, że teraz jest wielkie, a gdy Ją widzę, to moja krew wypełnia zupełnie inny narząd...