sobota, 26 maja 2012

Randka w kinie


Czy randka w kinie to dobry pomysł ?
            Osobiście, nigdy nie miałem okazji doświadczyć jak taka randka wygląda, po pierwsze - dlatego, że bilety drogie i później nie miałbym na hostel, po drugie – w swoim życiu byłem może na dwóch randkach, w tym na jedną dziewczyna mi nie przyszła, oczywiście obie u mnie na wisi – gdzie naturalnie nie ma kina, zresztą brak tego typu obiektów w ogóle nam nie przeszkadza, pod remizą mamy świetny bar gdzie można napić się piwa i pograć w bilard, a całkiem niedaleko w sąsiedniej wsi odjazdową dyskotekę.
            Wracając do meritum, moim zdaniem można zainwestować w bilety gdy: randka jest w ciemno, nie znamy tej osoby, a widzieliśmy ją jedynie na zdjęciach, ewentualnie nasz przyjaciel miał okazje ją widzieć i stwierdził iż brałby i że warto. Więc jeśli zależy nam na jednym, bo dawno nie bzykaliśmy, a ponieważ jesteśmy porządni i romantyczni, to nie umawiamy się jedynie na seks, wtedy kino wydaje się być dobrym wyborem, to takie miejsce casualowe: w zimie ciepło, latem chłodno, bo klima, również w deszcz jest się gdzie schronić, to naprawdę odpowiednie miejsce, zwłaszcza gdy, okaże się, że nie mamy zwyczajnie o czym gadać, a standardowe i interesujące tematy i pytania o szkole np. „gdzie idziesz do liceum” albo „jak tam matura”  ewentualnie „jaki masz temat pracy magisterskiej” szybko nam się wyczerpią – kino wydaje się być trafionym pomysłem zwłaszcza jeśli boimy się niezręcznej ciszy. Acha jeszcze jedno, pytanie „gdzie studiowałaś” nie istnieje, takiego pytania nie zadajemy, po prostu z dziewczynami w pewnym wieku na randki już się nie umawiamy. 
            Na szczęście filmy w kinach nie są jeszcze przerywane reklamami, dlatego gdzieś w połowie wybieramy odpowiedni moment i nieśmiało zadajemy kluczowe pytanie „ czy po filmie pójdziemy do ciebie?, ostatecznie do mnie na najlepszą whisky z colą i Burbon z lodem” Jeśli się zgodzi, to po seansie idziemy do sklepu - kupujemy najtańszą wódkę i oranżadę. Jeśli nie, to dyskretnie staramy się zasugerować dziewczynie aby jednak zwróciła nam kasę za bilet – w końcu nie jest twoją dziewczyną. Sami widzicie, czasami warto, ale ryzyko zawsze istnieje i trzeba być przygotowanym na wszystko. Poniżej kilka wskazówek jak przygotować się do takiej randki: - jeśli nie jesteśmy pewni, czy randka się uda pamiętajcie aby nie kupować wódki za wcześnie, w ogóle nie robić zbędnych zakupów i broń boże nie kupować biletów na filmy 3D są one dużo droższe, a po filmie i tak nie można zatrzymać okularów! – Bywa, że filmy trwają bardzo długo, a jedzenie w takich miejscach przeważnie jest niezdrowe i drogie, dlatego warto wcześniej przygotować sobie samemu kanapki. Mam też pewien patent, na to jak uciec z randki, gdyby np. nasz przyjaciel chciał nam zrobić żart i umówił nas w ciemno z kimś bardzo nieatrakcyjnym, nie jestem jednak pewien czy sprawdzi się on w kinie. Mianowicie polega na tym, że w telefonie ustawiamy budzik na konkretną godzinę, następnie czekamy i „odbieramy telefon” poczym z ogromnym smutkiem i żalem oznajmiamy, że jak najszybciej musimy wracać, bo coś tam. Możliwość ustawiania w telefonie dowolnej godziny alarmu daje nam szerokie pole do manewrów i gospodarowania swoim czasem, reszta zależy od naszej wyobraźni. Jeżeli nie wybierzemy się na polską komedie, jest szansa, że jakiś film nas wciągnie na tyle, że mimo wszystko będziemy chcieli obejrzeć go do końca, wtedy przestawiamy budzik.
…trochę urwałem, ale spokojnie, już niebawem będziecie mogli przeczytać „Kiedy i dlaczego nie warto chodzić na randki do kina"

czwartek, 24 maja 2012

Nie martw się, że nie masz błyszczyku.


Czy warto pójść do łóżka na pierwszej randce?  
Tak.
                Wyobraźcie sobie, że właśnie spotkaliście miłą, ładną osobę, porozmawialiście na przystanku, dyskotece lub sklepie i zamiast od razu pójść na randkę i wskoczyć razem do lóżka, wymieniliście się telefonami, odnaleźliście siebie na facebooku, gdzie nie tyko okazuje się, że wasz wymarzony z pozoru partner nie zna ani jednego zespołu muzycznego, który „lubicie” sam natomiast ma „scootera” około dziesięciu pozycji zaczynających się od ”dj” a kończących na „ex”, ma również M. Jacksona i W. Houston, a także A. Winehouse, wszystkie dodał tuż po śmierci wykonawcy. To nic nie znaczy, może być lekko zagubiony ale prawdopodobnie, to dobry człowiek, nie rucha dziwek i pracuje jako przedstawiciel handlowy w nieznanej firmie, z oczu raczej dobrze mu patrzy i przemawia rozsądek, możliwe, że są one odzwierciedleniem duszy, ale nie zawsze inteligencji, bo bywa, że przy okazji  wymiany kilku zdań facet staje się nudny, mało zabawny lub irytujący. Chęci ma dobre ale im bardziej się stara tym częściej mu nie wychodzi, kolejno traci pewność siebie, gubi się i mota, głupi nie jest, ale bystry także – taki jeśli chce zaliczyć laskę potrafi spiąć się na chwilę, skoncentrować by sprawić dobre wrażenie, a on zwykły jakiś, brak mu tego błysku lub znowu ma słabszy dzień. Większość z was już się z nim nie umówi, tym bardziej na seks bo nie ma tego czegoś, akurat to coś może mieć i to bardzo duże ale o tym się nie dowiecie.
                Pewne jest, to że ominął was seks – jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w waszym krótkim życiu, która nawet w dzisiejszych czasach jest równa dla wszystkich i nie trzeba za nią płacić. Na co chcecie czekać ? Później będziecie starzy i nie będzie wam się chciało, albo nie będziecie mogli, lub będziecie brzydcy i nikt was nie zechce.
Z seksu na pierwszej rance może was dyskwalifikować jedynie:
- obfity okres - o ile stosunek miałby odbyć się w samochodzie, a tapicerka nie jest skórzana
- nieogolona pupa – jeśli wyczułaś, że facet ma ochotę wylizać cię całą, a niestety rosną ci tam jakieś włosy i nie masz się czym ogolić.
Jeżeli oba punkty was nie dotyczą możesz śmiało rozkładać nogi, jeśli do tego chcesz pochwalić się głębokim gardłem, to świetny pomysł, nawet gdy nie masz dużej wprawy, prawdopodobnie rozmażesz się i będziesz wyglądać jak miś panda, lecz nie wahaj się ani chwili, nie rezygnuj i zapamiętaj – nam to w ogóle nie przeszkadza, więc nie martw się, że nie zabrałaś torebki, a z nią błyszczyku, tuszu, szminku, pudru i maskaru. Rano zawsze możesz wyjść zanim się obudzimy.

piątek, 4 maja 2012

Wszystkie mnie kręcą.


...ale spotkałem dziś piękną dziewczynę, a raczej zobaczyłem, bo ona nawet na mnie nie spojrzała, gapiłem się jakbym grał w darta po kilku drinkach, Anioł, mówię wam, dokładnie to mix anioła z taką zimną suką, według mnie świetne połączenie, w mig się zauroczyłem – taka ładna, ewentualnie zadziałała metoda kontrastu, więc sam już nie wiem, będąc jak najmniej subiektywny stawiam na to drugie, bo była z takim brzydkim chłopem, pomyślałem, że to jej dużo starszy brat albo trochę młodszy ojciec, ale nie…, bo ją pocałował, więc może zbok jakiś?- pomyślałem i już miałem ruszać… ale ona jego też pocałowała i cały plan na marne, a tak pięknie wyobrażałem sobie jak ją ratuję, a później z Zimnym Aniołem idziemy na randkę, kolację, albo kolacjo-śniadanie.
     Wracając do meritum, uszy miał brzydkie strasznie, od razu rzuciły mi się w oczy, swoją drogą, oczy też miał jakieś dziwne (nie gapiłem się na niego, po prostu ona stała tak blisko, że wszystko widziałem, przytulali się – fuu), w ogóle był łysy, jakoś tak w ¾ ale nie jak większość od czoła w tył, on to miał jakoś w bok na ukos. Pomyślałem, że chciałbym być kiedyś w połowie tak bogaty. Pewnie oprócz swojej dziewczyny mógłby sponsorować polską kadrę, niekoniecznie siatkarek. Powiecie, że to stereotyp lub zazdrość, że może gość jest bardzo bystry, mądry, albo ona niewidoma – (to by tłumaczyło dlaczego na mnie nie spojrzała),a przy okazji dobrze o was świadczyło. Jednak obie te możliwości odrzucam, w takim razie musiałby być zajebiście dowcipny i to tak z trzy razy bardziej niż Piotr Bałtroczyk, a to również niemożliwe, więc facet ma kasy jak lodu i nie można mu nic zarzucić, bo fakt, faktem, żeby być zarobionym coś tam w głowie trzeba mieć,  nie zawsze ale przeważnie.
     Cóż, dziewczę leci na kasę, na pewno nie na wygląd, to już ustaliliśmy, ale czy można mieć jej to za złe? Jedynie moja znajoma gdy jej o tym powiedziałem od razu rzuciła: że pusta laska, moja mina o_O dosłownie, bo pisałem jej  na fejsie, więc o_O… rozumiecie, odpowiedziałem, że nie znam tej dziewczyny, więc może nie jest pusta i żeby tak nie mówiła, bo to bez sensu i tylko o niej źle świadczyć może, w dodatku nie wiem, co to znaczy, że pusta - że cały wchodzi ? w takim razie ona też pusta, to akurat można łatwo sprawdzić empirycznie, ale wiadomo… nie o to chodziło, ja tam jeszcze coś do niej, a ona, że sorki ale musze już iść. Nosz kurwa, nic jej już nie powiem i jeszcze ją z fejsa usunę, (niech mi tylko kasę odda) i każdego z was wywalę jak mi będziecie gadać bez zastanowienia. Nie wolno obgadywać ludzi, zwłaszcza jak się ich nie zna, za wyjątkiem tego bloga oczywiście - tutaj można, tutaj wszystko można.
     W dodatku wcale nie jestem mądry, bo ostatecznie sam nie mam zdania na ten temat, ja dziś chciałem jedynie powiedzieć jakie dziewczyny mnie kręcą. Dziękuję.

sobota, 11 lutego 2012

Rozmiar nie ma znaczenia.

Nie mają nawet dobre gumy.

   Była zima, za oknem prószył śnieg, nic niezwykłego o tej porze roku, mimo wszystko drogowcy byli zaskoczeni, ewentualnie było im żal sypać gównianym piaskiem po tym pięknym białym puchu - mnie by było. Śnieg padał całą noc więc wczesnym rankiem było go naprawdę dużo, co bardzo mi się spodobało, nie jeżdżę na nartach, a te piękne warunki trzeba jakoś wykorzystać więc wsiadłem do mojej dużej małej zabawki, wtedy włącza mi się Colin/ Szwecja, to czas kiedy mój samochód wreszcie jest szybszy od innych, właściwie - to jest on wtedy najszybszy. Jadę na zajęcia, tradycyjnie jestem spóźniony więc właściwości te przydają mi się. Jedyna droga prowadzi przez kilka małych wsi ale za to jedną dużą górę, na środku, której to w poprzek stanął autobus, a za nim 100 samochodów i sto pierwszy ja. Spóźniony już dobre 20 minut stoję. Stoję bo skąd chłop w autobusie mógł wiedzieć, że nie wyjedzie na zajebiście wielką, stromą, białą górę autobusem bez łańcuchów, nawet ja bym tam nie wyjechał (wyjechałbym). Po kolejnych 20 minutach gdy już odparowała mi tylna szyba w lusterku zobaczyłem moją naprawdę ładną znajomą z grupy wykładowej, ach jak cudownie byłoby  utknąć z nią sam na sam w jakiejś zaspie – pomyślałem. Poprawiłem włosy i nie gasząc silnika wyszedłem się przywitać, po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że na uczelnie jest jeszcze inna droga – prowadzi przez wioski zabite dechami, jest trudna i prawdopodobnie zasypana. Nie wiem czy tylko mnie to ucieszyło ale postanowiliśmy spróbować tej możliwości. Kasia prowadziła, razem z nią jechało jeszcze dwóch moich kolegów i jakieś dwie dziewczyny, za mną zawinął jeszcze jeden znajomy i w ten oto sposób ruszyliśmy nową trasą na uczelnie. Dwie minuty po tym jak ruszyliśmy, autobus jakoś wykaraskał się i zjechał na pobocze, wszyscy mogli jechać dalej o czym oczywiście nie wiedzieliśmy, zresztą ja nawet nie chciałem wiedzieć, spodobała mi się opcja nieco dłuższej wyprawy. Pełnej relacji nie będę opisywał ale gdzieś w połowie drogi zatrzymaliśmy się przed wielką górą - dwoma kołami na lodzie i dwoma na śniegu, generalnie poruszaliśmy się w każdym kierunku oprócz zamierzonego. Próbował Tomek, próbowała Kasia, ja nie próbowałem, stałem sobie grzecznie i tłumaczyłem koledze dlaczego moje opony wyglądają jak letnie, nie jestem pewien ale pewnie dlatego, że kosztowały 60 zł …za cztery sztuki. Znajomi powoli zaczęli się wycofywać, podjechała Kasia, opuściła szybę i powiedziała - My wracamy, zobacz nie wyjedziemy, nie da się, wracaj z nami. Myślę sobie, że innego wyjścia nie ma ale w tym samym czasie z za jej siedzenia, aż przez przednią szybę wychyla się niczym żyrafa albo koń jakiś, jej niekoniecznie równie urocza koleżanka i mówi - ej no wracamy, nie wyjdziesz, zobacz my nie wyjechałyśmy, nawet Tomek swoim dużym nie wyjechał, to ty na pewno swoim nie wyjedziesz. Znajomy, który siedział obok niej słyszał to i chyba wiedział co będzie dalej, przesiadł się do mnie i powiedział - Wyjedziesz, nie?  Ja na to - No pewnie. I wyjechaliśmy.

sobota, 19 listopada 2011

WTF

Spodziewałem się, że Ala wyciągnie penisa ale to tylko nieudana reklama społeczna.
Jak tylko dojdę do siebie rozwikłam ten przekaz, a wnioskami podzielę się na blogu.

wtorek, 15 listopada 2011

Nie ta, to inna...

- Cześć, co tam, gdzie twoja dziewczyna?
- No wiesz, nie jesteśmy już razem.
- Żartujesz? a wyglądaliście na takich zakochanych, ale nie martw się, jak nie ta to inna.
- No… pewnie tak.


                Mniej więcej tak to wygląda i rzeczywiście, wychodzę z domu i mijam same bratnie dusze, wchodzę do sklepu, o ! bratnia dusza, biorę mleko z półki, a za nim bratnia dusza, za ladą bratnia dusza - eh. Nie jestem wybredny, bo nie powinienem i niewiele mi trzeba ,a jeśli chodzi o wygląd to wystarczy mi coś pomiędzy Adrianą Limą i Jessicą Albą, natomiast jeśli wybranka okaże się naprawdę wyjątkowa, to może wyglądać nawet jak ta najbrzydsza z Pussycat dolls. Dziwną minę robię, gdy mówią mi, że on czy ona powinna mieć to coś, że niby co?! Zgrabną dupę i fajne cycki? Nie, nie, ambitnie, że nie o wygląd chodzi? Ale dalej słyszysz, że tamta ma to coś albo, że on nie miał tego czegoś i nie masz pojęcia o czym mowa, co wtedy robisz? (wariant pierwszy): tradycyjnie nic - masz to w dupie, bo sam nie wiesz, co powiedzieć, ewentualnie jeśli zastanowisz się chwilę (wariant drugi) i zapytasz czym jest to „coś” odpowiedź najczęściej brzmi, że – yyy…, no wiesz, tego nie da się opisać słowami. Następnie żeby nie usłyszeć, że np. kocha się za nic, przechodzisz prędko do wariantu pierwszego i zmieniasz temat, ewentualnie idziesz sobie bo szkoda czasu. Możesz, też spróbować nakłonić swojego rozmówcę do myślenia, o ile uważasz, że jest taka szansa, powiedz mu, że to coś – to zajebiście konkretne cechy, które da się wymienić i opisać, nie tylko dobra czy miła, i że nie kocha się za nic, chyba, że swoje dzieci ale to już nie ta miłość, zresztą innej chyba nie ma.

czwartek, 10 listopada 2011

Można z kulturą?! - można !




     Sporo kierowców i kierowniczek trąbiło dziś na mnie – tak po prostu, nie pamiętam, aby wcześniej na tak krótkim odcinku dostało mi się tyle razy za nic, mówię poważnie, w odwrotnym przypadku zawsze przyznaję się do błędu i grzecznie przepraszam. Tym razem spotkałem się z krzyczącymi przez szybę automobilistami,  w skrócie – mobilkami. Dostrzegłem kilka zależności, panowie krzyczą bardzo głośno i do póki nie muszą zatrzymać się w korku obok mnie są bardzo groźni, wiem bo wtedy ich twarze robią się czerwone i przybierają różne dziwne kształty, ja naturalnie nic nie słyszę, bynajmniej nie przez głośną muzykę, po prostu jest to niemożliwe. Krzyczą również panie, przy czym stwierdziłem, że ich przekaz jest znacznie lepiej dostosowany do panujących warunków, a to za sprawą zastosowania tzw. języka niewerbalnego, znam się na tym więc chętnie podejmuję wątek, staram się odkodować prezentowane gesty i nawiązać kontakt. Zapamiętałem już kilka takich znaków, teraz bez dłuższego zastanawiania się mogę w analogiczny sposób szybko odpowiedzieć i porozumieć się z nadawcą komunikatu pomimo iż go nie słyszę. Dziś na przykład młoda dama wskazującym palcem akcentuje na swoją głowę - przyznając, że to jej wina, na co ja w odpowiedzi: uśmiecham się serdecznie i środkowym palcem informuję – tak, to pani wina, ale na szczęście widziałem wszystko w lusterku, na koniec ona jeszcze raz pozdrawia mnie klaksonem, a ja udając, że myję zęby daję do zrozumienia, że jest atrakcyjna i chętnie bym z nią coś więcej ale niestety śpieszę i jedyne co mogę ,to życzyć szerokiej drogi. Zimą natomiast chucham na szybę i o ile mam czas, maluję palcem swój numer telefonu, to nawet wydaje mi się całkiem romantyczne, jednak żadna nigdy nie zadzwoniła, przypuszczam że dlatego gdyż one te cyfry notują od przodu, czyli od tyłu, czyli źle, w każdym razie jakoś niefachowo i opacznie, więc pewnie dlatego…