Zobaczcie, co znalazłem na kwejku, na początku tylko „się zerzygałem”, ale później jak zobaczyłem ile osób udostępniło, to na fejsie - zwymiotowałem raz jeszcze i postanowiłem to skomentować – bynajmniej nie to, co wcześniej zjadłem, zresztą sprawdźcie sami., acha i jeszcze jedno, ponieważ mimo wszystko przyjemniej ogląda się „2 girls 1 cup.” ten, kto potrafi czytać ze zrozumieniem, a jest po posiłku, niech zastanowi się dwa razy. PS. Wiecie może, czy są nowe odcinki?
Od początku coś mi nie pasowało, już graficznie, to coś przypomina nekrolog – to taki rodzaj wpisu, tylko zamiast na facebooku przykleja się go na słupie albo na drzwiach, no i nie da się kliknąć „lubię to”. Jest na nim napisane, że nie żyjesz oraz kiedy cię oficjalnie zakopią, a także, o której godzinie, to akurat dobre, bo jest szansa, że co bystrzejszy sąsiad nie puści ci o tej porze na fula disco polo. Powodów śmierci nie piszą, a szkoda, było by ciekawiej, może nawet ktoś by to czytał, można by stworzyć ranking: kto umarł gorzej, kto miał pecha, komu się należało, itd.
Wracając do tematu, dla dobra dalszych rozważań przypomnę, że na dzień dzisiejszy miłości nie ma, a także, pominę psychoanalizę twórcy tej „mądrości” ponieważ jak widać osoba ta, jest wystarczająco dotkliwie krzywdzona przez życie i pisanie na jej temat czegokolwiek było by czystym okrucieństwem. Pierwsze trzy linijki owszem mają sens, opisują czym dla autora jest miłość, krótko i prawie na temat. Tyle wystarczyłoby aby pobudzić wyobraźnie i zmusić czytelnika do refleksji, ten z kolei zastanowiłby się czym dla niego jest miłość i stworzył własną definicję tego zjawiska. Niestety na tym się nie kończy, nie wierzymy własnym oczom i czytamy: Choćby nie wiem co zrobił, gdzie i z kim był, zawsze wracasz, nieważne jakby Cię zranił - tutaj powinniśmy zakończyć czytanie i zająć się tym co zwykle czyli segregowaniem zdjęć seksownych Azjatek lub gotowaniem. Mnie w tym czasie zawiesił się komputer, a ponieważ byłem po obiedzie czytałem dalej i zastanawiałem się jak bardzo trzeba być porąbanym, żeby to napisać, a co gorsza zgodzić się z tym – mowa tu o jedenastu tysiącach użytkowników, którzy udostępnili to na facebooku, ilu dodatkowo „lubi to” ? – nie wiem i chyba nie chce wiedzieć. Dalej widzimy ...nie możesz się poddać bo Ta osoba jest wszystkim co masz na tym świecie tutaj dopuszczam dwie możliwości, pierwsza: mniej prawdopodobna - rzecz dzieje się na bezludnej wyspie i oprócz szympansa, którego nie da się złapać, nie mamy zupełni nikogo do ruchania, wtedy wybaczmy kochanej osobie wszystko i walczymy o nią bezwarunkowo ? np. z tymi małpami? Przypadek drugi, to gdy jesteśmy cholernie brzydcy, ale to tak brzydcy, że w znajomych na fejsie nie mamy nikogo, ba – nie mamy nawet fejsa, bo administrator usuwa nasze konto za każdym razem gdy chcemy dodać swoje zdjęcie, tymczasem osoba, którą kochamy dowiaduje się, że amerykańscy naukowcy są bliscy odkrycia leku, który da jej szansę na przywrócenie wzroku, oprócz tego modlimy się aby do tego nie doszło i oczywiście kochamy ją.
Chociaż jestem w okresie, który pozornie mógłby mi pozwolić znaleźć szczyptę sensu w tej „definicji miłości”, dla dobra nauki, mógłbym nawet poświęcić swój czas i po raz kolejny spróbować zastanowić się, odszukać drugie dno, drugą stronę medalu, ukryte znaczenie, etc. Nic z tego!, uwierzcie mi, nie pomogło nawet, to że dziś na treningu dostałem zdrowo po łbie, naprawdę nie wiem kim są ci ludzie, gdzie żyją o ile można to nazwać życiem i co mają w głowach. A gdy upadasz, podnosisz się tylko i włącznie dla niej, wiara w jakikolwiek sens tych bzdur już dawno przepadła, więc tutaj mimowolnie wyobraziłem sobie jedynie zielonego Zombie - swoją drogą mógłby on być trafną metaforą „prawdziwej” definicji miłości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz